Znaczenie imigracji zarobkowej dla gospodarki Polski. 149. Seminarium mBank – CASE

149. Seminarium mBank-CASE było poświęcone tematowi wpływu imigracji zarobkowej na rynek pracy w Polsce. Główną prezentację przedstawiła dr hab. Joanna Tyrowicz, adiunkt na Wydziale Nauk Ekonomicznych UW,  współzałożycielka GRAPE. Do przedstawienia komentarza oraz uzupełnienia wystąpienia  autorki został zaproszony dr hab. Paweł Kaczmarczyk, specjalizujący się w badaniach migracji zarobkowych.

Doktor Tyrowicz rozpoczęła od krytycznej analizy dwóch narracji dotyczących tematu rynku pracy, które obecnie dominują w polskich mediach. Z jednej strony regularnie słyszymy o bijącym kolejne rekordy niskim bezrobociu, pomimo, iż utrzymuje się ono powyżej 8% (co w krajach rozwiniętych jest uważane za poziom relatywnie wysoki). Z drugiej strony, komentatorzy często mówią o nastaniu tzw. „rynku pracownika” i związanych z nim rosnących problemach pracodawców ze znalezieniem rąk do pracy.

Główną część swojej prezentacji dr Tyrowicz rozpoczęła od przedstawienia obecnej i prognozowanej sytuacji na polskim rynku pracy. Jak dowodziła, po pierwsze, podaż pracy będzie systematycznie malała: do 2050 roku zmniejszy się o około 6 mln osób. Po drugie, zasób siły roboczej będzie się starzał – obecnie średni wiek osób aktywnych zawodowo w Polsce wynosi już 41,5 roku, co stanowi wzrost o ok. 2 lata w porównaniu z 2009 r. Przy skali i konsekwencjach tych procesów, imigracja zarobkowa, według dr Tyrowicz, nie jest realnym rozwiązaniem w najbliższym horyzoncie czasowym.

W drugiej części prezentacji autorka omówiła dostępne rezerwy rynku pracy w Polsce. Z analiz wynika, że powrót na rynek wszystkich osób nieaktywnych zawodowo, które chciałyby ponownie podjąć pracę, zwiększyłby podaż siły roboczej aż o ok. 9% (w ujęciu nominalnym circa 1,4 mln osób). Istnieje szereg przyczyn bierności zawodowej Polaków. Dla kobiet najważniejszą jest opieka nad osobami zależnymi (głównie dziećmi) -  aż 75% nieaktywnych zawodowo kobiet w wieku 25-44 (około 250 tys. osób) podaje jako powód niemożności podjęcia pracy brak dostępu do usług opiekuńczych. W sumie, około 1,8 mln osób pozostaje biernych zawodowo z powodu opieki nad osobami zależnymi (ich powrót na rynek pracy mógłby zostać ułatwiony podniesieniem dostępności, tak fizycznej, jak i finansowej, usług opiekuńczych). Ponadto, dr Tyrowicz zwróciła uwagę na mały odsetek polskich studentów łączących pracę ze studiami; w wielu krajach UE studenci pracują nawet dwa razy częściej niż w Polsce. Osoby faktycznie zniechęcone do poszukiwania pracy stanowią nieznaczną część wszystkich biernych zawodowo (jest ich około 0,5 mln).

Niewykorzystywanie wspomnianych rezerw jest nierozłącznie związane z barierami obecnymi na rynku pracy. Jedną z głównych przyczyn niewykorzystywania rezerw siły roboczej jest żmudny i długi proces poszukiwania pracy w Polsce: średnio wynosi on 10 miesięcy (dla porównania, podczas kryzysu gospodarczego w Holandii czas ten wynosił tylko 4 miesiące). Jest to w dużej mierze spowodowane brakiem efektywnego systemu pośrednictwa pracy, zdominowanego przez skostniały i nieefektywny system państwowych urzędów pracy, jak i wykorzystywaniem przez firmy ogłoszeń jako głównej formy reklamowania naborów. Ta, z natury zwięzła forma sprawia, że często do pracodawcy trafiają kandydaci o niedopasowanym profilu edukacyjnym i zawodowym. Sprawia to, że okres poszukiwania pracownika na nowe miejsce pracy wynosi nawet 3-6 miesięcy, co generuje duże koszty dla pracodawców (około 0,4% PKB). 

Dr Tyrowicz zwróciła także uwagę na fakt, że firmy – zwłaszcza polskie – preferują inwestowanie w kapitał fizyczny nad inwestycjami w kapitał ludzki i tworzenie nowych miejsc pracy. Winnym jest również wspomniany długi czas szukania odpowiedniego pracownika na nowo wykreowane miejsce pracy, co zniechęca wiele firm do ich tworzenia. W przypadku młodszych grup wiekowych, dużym wyzwaniem jest wejście młodych ludzi na rynek pracy, co jest spowodowane w znacznej mierze niedostosowaniem umiejętności absolwentów do wymagań pracodawcy.

Przechodząc do zagadnienia imigracji, dr Tyrowicz zwróciła uwagę na brak dokładnych danych związanych z imigracją do Polski, jak również na niewielką jej skalą – mimo, że w 2016 roku 13% ankietowanych firm zadeklarowało, że zatrudnia cudzoziemców, stanowili oni jedynie 1% wszystkich zatrudnionych. Choć doświadczenia innych krajów związane z napływem imigrantów zarobkowych możemy uznać za pozytywne, dużą rolę w tym pozytywnym oddziaływaniu miała wysoka inkluzyjność rynków pracy w tych krajach, z czym nie mamy do czynienia w Polsce.

Po zakończeniu prezentacji dr Tyrowicz głos zabrał dr Paweł Kaczmarczyk, dyrektor Ośrodka Badań nad Migracjami UW, który skupił się na pogłębionej analizie wpływu imigracji z Ukrainy na rynek pracy w Polsce.

Rozpoczął od przedstawienia ogólnego obrazu imigracji do Polski. Jej podstawowymi wyznacznikami są ograniczona skala i dominacja migracji czasowej. Imigracja, choć niewielka, rośnie: w styczniu 2015 roku w Polsce jedynie 0.3% populacji (ok. 110 tys. osób) stanowili imigranci; na początku 2016 roku prawo do przebywania w Polsce miało już ponad 210 tys. osób.  Przestrzennie skupia się ona przede wszystkim w regionach z największymi aglomeracjami miejskimi, ze znaczną przewagą Warszawy. Jeśli chodzi o pochodzenie imigrantów, wyraźnie dominuje narodowość ukraińska.

Mimo nieznacznego odsetka ogólnej liczby imigrantów w stosunku do populacji krajowej, imigracja z Ukrainy rośnie w ostatnich latach w szybkim tempie: w latach 2002-2011 zanotowano 3,5-krotny wzrost liczby Ukraińców zarejestrowanych na pobyt stały w Polsce. W kolejnych latach proces ten nasilił się z powodu wybuchu konfliktu na Ukrainie (w 2014 r. dwukrotnie, a w 2015 czterokrotnie wyższa dynamika rejestracji na pobyt stały w stosunku do roku 2010).

W podejmowaniu pracy przez cudzoziemców pomaga uproszczony system dostępu do polskiego rynku pracy, który wymaga jedynie przedstawienia wystawianego przez pracodawcę zaświadczenia o zamiarze zatrudnienia cudzoziemca. Dynamika wzrostu liczby rejestrowanych oświadczeń tego typu jest bardzo wysoka: o ile w 2007 roku było to nieco ponad 20 tys., w 2014 - 387 tys., to w 2016 roku ich liczba przekroczyła 1,3 mln (z czego ponad 350 tys. dotyczyło woj. mazowieckiego). Kluczowymi sektorami, w których zatrudniani byli cudzoziemcy, były rolnictwo, budownictwo, handel i sektor usług domowych, jednak zróżnicowanie regionalne i sektorowe podejmowanych zajęć zwiększa się z roku na rok.        

Przeciętny dochód miesięczny pracującego w Polsce imigranta z Ukrainy oscyluje w granicach 1500 zł (usługi domowe) i 2400 zł (budownictwo). Tygodniowa liczba godzin pracy jest znacznie wyższa niż przeciętna w Polsce i wynosi średnio nieco ponad 60 godzin, choć w przypadku usług domowych sięga nawet 75 godzin w tygodniu. Warto zwrócić wagę na fakt, że wielu imigrantów z Ukrainy podejmuje pracę poniżej ich kwalifikacji – aż 39.1% ma wykształcenie wyższe, a ponad 82% wyższe lub zawodowe. Większość imigrantów ma za sobą już kilka lub (zwłaszcza w rolnictwie i usługach domowych) kilkanaście pobytów w Polsce.

Dr Kaczmarczyk zaznaczył również, że po wybuchu konfliktu na Ukrainie profil imigranta z Ukrainy zmienił się – do Polski imigrują osoby młodsze i lepiej wykształcone. Jest też wśród nich statystycznie więcej mężczyzn i osób z centralnej i wschodniej Ukrainy. Dla mężczyzn szczególne znaczenie nadal ma  sektor budownictwa (oraz, w mniejszym stopniu, rolnictwo) jako tzw. „sektory wejścia” na polski rynek pracy. W przypadku kobiet, niezmiennie kluczowa jest praca dla gospodarstw domowych, rośnie również znaczenie hotelarstwa i gastronomii.

Po wygłoszeniu prezentacji nastąpił czas na dyskusję z uczestnikami seminarium.